Strona główna » Wiedza » Omówienia orzecznictwa » Tygrys zagryzł pracownika, ale jego szef niewinny

Tygrys zagryzł pracownika, ale jego szef niewinny

18.04.18

Wrocławski sąd uniewinnił w środę pracownika zoo we Wrocławiu, Stanisława U., oskarżonego o niedopełnienie obowiązków służbowych, w wyniku czego tygrys zagryzł podległego mu pracownika Ryszarda P.

articleImage: Tygrys zagryzł pracownika, ale jego szef niewinny fot. Thinkstock

Do wypadku doszło 16 września 2015 r., gdy oskarżony Stanisław U., który był kierownikiem działu ptaków i ssaków drapieżnych, wraz z podległym mu brygadzistą Ryszardem P. weszli na wybieg w przekonaniu, że tygrys jest zamknięty. W ocenie prokuratury oskarżony nieodpowiednio nadzorował pracę brygadzisty, nie upewniając się przed wejściem na wybieg, czy tygrys jest prawidłowo zabezpieczony w boksie wewnętrznym.

W środę Sąd Rejonowy dla Wrocławia-Śródmieścia uniewinnił mężczyznę od stawianych mu zarzutów. Sędzia Anna Kochan w uzasadnieniu podkreśliła, że po przeanalizowaniu obowiązujących wówczas w zoo przepisów BHP, wynika, że oskarżony w żaden sposób nie naraził swojego podwładnego.

"Mamy jedną instrukcję BHP, podpisaną przez oskarżonego i pokrzywdzonego, w której nie ma mowy o asekuracji. Pracownicy stosowali taką asystę dla zwiększenia własnego bezpieczeństwa. Niedookreślone jest słowo asekuracja, ponieważ w tym zakresie zoo nie wydało żadnej instrukcji. Nie ma jednak żadnych regulacji dotyczących tego, jak to powinno konkretnie wyglądać" - tłumaczyła sędzia Kochan.

W ocenie sądu, oskarżony na miejscu zdarzenia znalazł się przypadkiem, gdyż szedł w tym czasie na konferencję. "To pokrzywdzony był brygadzistą i on tego dnia rozdzielał zadania, więc jeżeli nie przydzielił sobie nikogo do asysty, to popełnił błąd. (…) Skoro pokrzywdzony był gotowy do wejścia na wybieg, to nie jest bezpodstawne przypuszczenie, że uprzednio wszystko sprawdził" - mówiła sędzia.

Dodała, że gdyby oskarżony tamtędy w ogóle nie przechodził, do wypadku i tak by doszło. "A być może doszłoby do zdarzenia gorszego, bo tygrys wybiegłby na teren zoo, gdzie w tym czasie znajdowały się inne osoby. Oznacza to, że pokrzywdzony niedokładnie sprawdził zabezpieczenia" - zaznaczyła sędzia.

MERITUM Bezpieczeństwo i higiena pracy>>

Zdaniem sądu, w zoo w kwestii BHP panował w tamtym czasie bałagan. "Pracownicy podpisali instrukcję, w której nie ma mowy np. o asyście, a zarazem specjalista BHP przedłożył do akt instrukcje, o których nie wiadomo czy obowiązywały i czy jakikolwiek z pracowników się z nimi zapoznał" - wyjaśniła sędzia.

Jak podkreśliła, zdarzenie jest nieszczęśliwym wypadkiem, a oskarżony nie zaniedbał swoich obowiązków.(PAP)

18.04.18
Skomentowano 0 razy
Średnia ocena artykułu (oddanych głosów: 0)

 
ZOBACZ TAKŻE

Zapisz się na newsletter
NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE